Tak wiem, za wcześnie.
Wiem też, że większość ludzi nie lubi choinek,
bombek i czekoladowych mikołajów pojawiających się w sklepach już w listopadzie. Ale wiedzieć co?
Ja lubię! :)
Choinka mogłaby u mnie stać dwa miesiące
przed świętami (za to mogę ją rozebrać dzień po świętach, wtedy już nie ma
klimatu i nie daje mi radości). Dlatego też moja już stoi. Dom też powoli ozdabiam, kompletuje
prezenty i pomysły jak je zapakować (jeśli brak Wam pomysłów na prezenty i
i ich przybranie pod koniec tygodnia pojawi się post na ten temat, zapraszam).
Kupowanie prezentów oraz pakowanie ich to moje
ulubione zajęcie. Myśleć o nich zaczynam już w listopadzie, wyłapuje wszystkie
„muszę kupić”, „przydałaby mi się”, „chciałabym/chciałbym”, tworzę listę i przy najbliższej okazji (tak, tak i tak zawsze kończy się zakupami tydzień przed Wigilią) staram się potrzebne rzeczy znaleźć w sklepie, kupić, ukryć.
Uwielbiam święta.. Mój narzeczony pyta
„dlaczego?”, a ja tak szczerze mówiąc nie potrafię odpowiedzieć na to
pytanie.
Może to zasługa wolnego czasu w pełni
spędzonego z rodziną (wliczając w to przygotowanie), to okres w roku kiedy
najwięcej czasu spędzam z dziadkami (coroczna tradycja to lepienie pierogów z
babcią, puszczamy świąteczne piosenki, pijemy herbatę, dużo rozmawiamy),z
rodzicami, z bratem. Nie ma komputera, telewizora, książek, jest stół, my, wspólne gry.
Może kolorowego domu, świecącego, ubranego świata...A może nastroju, który udziela się wszystkim. Miasto staje się
bardziej przytulne, ludzie na ulicach częściej się uśmiechają, zwalniają tempo.
I wiecie co Wam powiem? Lubię nawet te
przedświąteczne porządki (czasem udaje mi się znaleźć coś o czym dawno
zapomniałam). Raz w roku wypada odświeżyć szafę i wyrzucić wszystkie
niepotrzebne ubrania i przedmioty. W tym roku postanowiłam zrobić kapitalne
porządki (ostatnie przeprowadzki pokazały mi co tak naprawdę jest mi
potrzebne), a rzeczy, których już nie używam (ubrania, zabawki, książki
zalegające pod łóżkiem) oddam do Domu Samotnej Matki w moim mieście (przy
okazji będzie to też dobry uczynek na święta). Ja już ich nie potrzebuje, a komuś na pewno sprawią radość (gdybyście chcieli pójść za moim przykładem to
pamiętajcie, że te rzeczy nie mogą być zniszczone czy brudne!).
Kocham gotować, sprawia mi to dużo
przyjemności. Dlatego też świąteczne przygotowania sprawiają mi dużo radości.
Nie straszne mi lepienie tysiąca pierogów (które znikają w święta jako pierwsze),
uszek czy innych wigilijnych potraw (bliżej świąt podrzucę Wam kilka pomysłów,
co zrobić oprócz tradycyjnych przysmaków).
Oczywiście jeśli mówimy o Bożym Narodzeniu
nie może zabraknąć ciastek (i o ile ciast i innych smakołyków jest już nadmiar
to ciastka muszę być!). Nie chodzi nawet o ich jedzenie, bardziej o wspólne
wycinanie, pieczenie, dekorowanie. Idealne zajęcie na zimowy (tylko gdzie ten
śnieg?) wieczór. Zaciągnijcie do kuchni mamę, tatę, siostrę, brata, męża czy
przyjaciółkę i wspólnie dobrze się bawcie. Ale nie wycinajcie ciastek foremkami
(no dobra, kilkanaście idealnie wyciętych ciastek też się przyda), weźcie noże i
uruchomcie wyobraźnie! Naprawdę najwięcej śmiechu jest jak próbujecie stworzyć
coś własnego (ciastka często zmieniają trochę kształt podczas pieczenie i po
wyciągnięciu dostarczają dużo radości).
Dla przykładu nasze krzywe bałwanki z zeszłego roku.
A przed świętami
pokażę Wam jak to wyglądało w tym roku:)
Have fun!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz